wtorek

Intrygantki

tytuł: Intrygantki
wydanie: ZNAK, 2013
liczba stron: 236
autor: Eric-Emmanucel Schmitt



Ciekawa jestem, czy ktokolwiek z was przepada za 
dramatami? Zanim jednak odpowiecie w duchu na to pytanie, pokuśmy się o prawidłową terminologię. Pisząc „dramat” nie mam na myśli splotu niefortunnych wydarzeń, które niosą za sobą gromadę jeszcze bardziej niefortunnych następstw owych wydarzeń. Każdy, kto czytał już książki Erica-Emmanuela Schmitta z pewnością zdołał zauważyć, że dramat to jeden z jego ulubionych gatunków literackich. Pisząc zatem „dramat” myślę raczej o specyficznej strukturze treści i formy, ograniczonej wyłącznie do wypowiedzi bohaterów i upstrzonych gdzieniegdzie didaskaliów. Moje pierwsze spotkanie z tym gatunkiem nie było ani trochę udane. Oto, co najbardziej ceniłam w książkach - barwne opisy i rozterki bohaterów- zostaje zastąpione przez kilka rzuconych naprędce uwag, które w dodatku skupiają się głównie na kreowaniu odpowiedniej scenografii. Dopiero spotkanie z „Tektoniką uczuć” Schmitta pokazało mi, ile ten rodzaj literacki ma do zaoferowania. Tym chętniej pokusiłam się o lekturę „Intrygantek”, które stanowią cykl pięciu odrębnych dramatów o tematyce filozoficzno - psychologicznej.
Na pierwszy ogień idzie utwór pt. „Noc w Valognes”. To prawdziwa gratka dla złamanych serc, pałających żądzą zemsty. Jeśli przeczytacie ten dramat bezpośrednio po zerwaniu z kimś, pewnie długo będziecie musieli dusić w sobie podstęp i rodzącą się w głowie intrygę. Fabuła wydaje się banalna, ale diabeł tkwi w szczegółach: pięć diametralnie różnych kobiet, o różnym statusie społecznym i powołaniu, połączył jeden, drobny incydent - zadurzenie w czasach młodości w pięknym Don Juanie. Choć romans w przypadku wszystkich kobiet, jak szybko się zaczął, tak szybko się skończył, pozostawił w ich sercach piętno odrzucenia i niezasklepioną ranę na sercu. Do czego jest zdolnych pięć dojrzałych kobiet, nastawionych przeciwko jednemu mężczyźnie? Czy tak niewyrównana walka przyniesie zamierzone efekty? By uzyskać odpowiedzi na te pytania, należy niezwłocznie sięgnąć po „Intrygantki”, mogę tylko obiecać, że Schmitt na pewno was zaskoczy.

Drugim utworem w kolejce jest dramat pt. „Gość”. Co ciekawe, jego głównym bohaterem jest znany ze swojej metody psychoanalizy, Sigmund Freud. Autor dosyć często obsadza go w roli bohatera swoich dzieł, dotychczas mogliśmy natknąć się na Freuda w „Kobiecie w lustrze”, czy „Przypadku Adolfa H.” Zgaduję, że kryje się za tym rodzaj pewnej fascynacji tą postacią, Schmitt nigdy nie szczędzi Freudowi cech godnych geniusza - bystrość umysłu i pragmatyczne usposobienie, idą w parze z otwartości, z jaką Freud głosi swoje poglądu. Akcja rozgrywa się w Wiedniu w okresie II wojny światowej, dodatkowo w utworze pojawia się także córka lekarza - Anna, prawdziwa erudytka z niewyparzonym językiem. Więcej zdradzać nie będę, bowiem wszystkie dramaty jak na Schmitta przystało, są zwięzłe i konkretne. Odsłanianie zatem niektórych wątków, popsułoby tylko zabawę czytelnikom. To samo tyczy się dwóch ostatnich dramatów pt. „Knebel” i „Szatańska filozofia” - są one na tyle krótkie, że opisywanie ich, byłoby chyba zbrodnią. Na pierwszy rzut oka widać, że autor drobiazgowo zaplanował każdy, najmniejszy szczegół swoich utworów. Monologi bohaterów są tak skonstruowane, że przekazują maksymalną ilość informacji w jak najskromniejszej formie. Autor po raz kolejny pokazuje, iż opisywanie rzeczy skomplikowanych i zawiłych w zaledwie kilku zdaniach, to jego specjalność. Dużą rolę odgrywają także metafory i wisielczy humor, wypełzający z ust co bardziej swawolnych postaci. Schmitt lubi stawiać sobie wyzwania, obsadzając w roli bohaterów analityczne umysły ze skłonnością do sarkazmu - zestawienie dwóch tak silnych charakterów, jak to ma miejsce w "Gościu", daje pokaz prawdziwej bitwy na słowa, gdzie za klingę miecza służy oczytanie i cięty dowcip.

Przyznaję, że miałam wygórowane oczekiwania względem tej książki. Sami jednak dobrze wiecie, jak to z tymi wygórowanymi oczekiwaniami bywa. Człowiek czeka na coś jak na zbawienie, tylko po to, by rzeczywistość brutalnie zweryfikowała jego nadzieje. W przypadku „Intrygantek” rozczarowanie nie trąciło sadyzmem ani brutalnością, niemniej czegoś mi tutaj zabrakło i uczucie owego wybrakowania towarzyszyło mi niemalże przez całą lekturę. Część winny ponosi zapewne objętość książki, niezadowalająca takiego książkowego łasucha jak ja. W pierwszej kolejności „Intrygantki” powinny przypaść do gustu miłośnikom teatru. Przyznaję, że sama chętnie zobaczyłabym wszystkie dramaty wyreżyserowane w formie sztuki. Najnowsza książka Schmitta to także okazja dla tych, którzy kochają historie zmuszające do refleksji. Bo choć samą książkę czyta się w mgnieniu oka, wymusza ona na nas kilka taktownych „pauz”, w czasie których nie sposób odgonić się od myśli. Poza tym sądzę, że warto dla odmiany spróbować swoich sił w starciu z innym rodzajem literackim niż proza. Nawet jeśli uznacie, że nie jest to coś dla was, zawsze możecie czym prędzej wrócić do dobrodziejstw epiki.


 a książkę serdecznie dziękuję wortalowi Nowa Czytelnia, na którym ukazała się powyższa recenzja
 NowaCzytelnia.pl


oraz wydawnictwu znak
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz