wydanie: MAG, 2009
liczba stron: 508
autorka: Cassandra Clare
Elitarna
grupa aniołów, stojących na straży Przymierza, hordy wilkołaków,
wampiry zwane Nocnymi Dziećmi, niekoniecznie przyjazne wróżki, a co
najważniejsze mnóstwo rozszalałych demonów, które należy umiejętnie
okiełznać. To i jeszcze więcej rewelacji znajdziecie w pierwszym tomie
trylogii "Dary Anioła". Autorka zaprasza nas w podróż do alternatywnego
świata, współistniejącego z rzeczywistością jaką dobrze znamy.
Schematycznie, pojawiają się bohaterowie, którzy dziwnym zrządzeniem
losu spotykają nierealne istoty oraz zostają wplątani w perypetie
nieznanych im dotąd ras.
Niespecjalnie paliłam się do bliższej znajomości z tym tytułem, niemniej, jego stale rosnąca popularność na wszelkich portalach książkowych, nie dawała mi spokoju, wymuszając tym samym chęć zapoznania się z przygodami Clary i Jace'a. Nie ukrywam, że od samego początku podchodziłam do "Miasta Kości" w sposób niewybrednie sceptyczny. Być może był to efekt sparzenia się sagą Stephenie Meyer, bądź ograniczonego zaufania do istot wampirzasto-pochodnych. Jednakże mój sceptycyzm został bezpowrotnie rozwiany wraz z upływem pierwszych 50 stron. Przez kolejne 450 błąkałam się po pokoju z nosem w książce i cieniem uśmiechu na twarzy. Fabuła powieści, momentami przewidywalna, ale mimo wszystko spójna i wartka, nie pozwala czytelnikowi na dłuższe rozstanie z książką (UWAGA- grozi obgryzaniem paznokci z ciekawości). Akcja skupia się głównie w okół szesnastoletniej Clarissy Fray. W momencie, gdy Clary poznaje grupę Nocnych Łowców, zwanych także Nefilim, jej świat zaczyna chwiać się u podstaw, aż wreszcie zostaje przewrócony do góry nogami, wrzucony do pralki i nastawiony na najwyższe obroty. W efekcie Clarissa Fray poznaje na nowo samą siebie, poprzez odkrywanie tajemnic z przeszłości, które towarzyszą czytelnikowi przez całą książkę. Chylę czoło w stronę autorki, która nie boi się raczyć swoich czytelników hektolitrami krwi, zadrapaniami, złamaniami i innymi rewelacjami, o które niejednokrotnie trudno w tego typu książkach. Jak przystało na powieść dla młodzieży, nie zabrakło także wątków miłosnych, i pewnie nie będę osamotniona w mojej sympatii do Jace'a, który z pewnością może pretendować o tytuł najbardziej barwnego i popularnego bohatera tej serii. Język, którym posługuje się autorka zasługuje na uznanie, chociażby przez wzgląd na humorystyczne dialogi i docinki Jace'a, będące kwintesencją jego osobowości. Pokusiłam się nawet o wynotowanie kilku fragmentów, które szczególnie podbiły moje serce:
"Potulni może kiedyś odziedziczą Ziemię, ale w tej chwili należy ona do zarozumiałych, takich jak ja."
„Sarkazm to ostatnia deska ratunku, dla osób o upośledzonej wyobraźni.”
„Ludzie nie rodzą się dobrzy albo źli. Rodzą się z pewnymi skłonnościami, ale liczy się sposób, w jaki żyją. I to, jakich ludzi poznają.”
" Cześć jest dziewczyńskie. Prawdziwi mężczyźni są oszczędni w słowach. Lakoniczni...To dlatego, kiedy na filmach największe łotry się pozdrawiają, nic nie mówią, tylko kiwają głowami. Skinięcie oznacza -jestem sukinsynem i widzę, że ty też jesteś sukinsynem-, ale nic nie mówią, bo są jak Wolverine i Magneto, i wyjaśnienia zakłóciłyby ich wibracje".
Pora na małe, zgrabne i przyzwoite podsumowanie. Jeśli szukacie książki na upalny weekend, która pozwoli wam odetchnąć w przerwie między klasyfikacją ocen, pracą, czy pisaniem licencjatu, "Miasto Kości" będzie strzałem w dziesiątkę. Absorbująca i lekka. Te dwa słowa pasują tutaj idealnie. Oczywiście wszyscy potteromaniacy, fani Eragona, Zmierzchu i szeroko pojętej fantastyki, winni wziąć na celownik tę pozycję.
Niespecjalnie paliłam się do bliższej znajomości z tym tytułem, niemniej, jego stale rosnąca popularność na wszelkich portalach książkowych, nie dawała mi spokoju, wymuszając tym samym chęć zapoznania się z przygodami Clary i Jace'a. Nie ukrywam, że od samego początku podchodziłam do "Miasta Kości" w sposób niewybrednie sceptyczny. Być może był to efekt sparzenia się sagą Stephenie Meyer, bądź ograniczonego zaufania do istot wampirzasto-pochodnych. Jednakże mój sceptycyzm został bezpowrotnie rozwiany wraz z upływem pierwszych 50 stron. Przez kolejne 450 błąkałam się po pokoju z nosem w książce i cieniem uśmiechu na twarzy. Fabuła powieści, momentami przewidywalna, ale mimo wszystko spójna i wartka, nie pozwala czytelnikowi na dłuższe rozstanie z książką (UWAGA- grozi obgryzaniem paznokci z ciekawości). Akcja skupia się głównie w okół szesnastoletniej Clarissy Fray. W momencie, gdy Clary poznaje grupę Nocnych Łowców, zwanych także Nefilim, jej świat zaczyna chwiać się u podstaw, aż wreszcie zostaje przewrócony do góry nogami, wrzucony do pralki i nastawiony na najwyższe obroty. W efekcie Clarissa Fray poznaje na nowo samą siebie, poprzez odkrywanie tajemnic z przeszłości, które towarzyszą czytelnikowi przez całą książkę. Chylę czoło w stronę autorki, która nie boi się raczyć swoich czytelników hektolitrami krwi, zadrapaniami, złamaniami i innymi rewelacjami, o które niejednokrotnie trudno w tego typu książkach. Jak przystało na powieść dla młodzieży, nie zabrakło także wątków miłosnych, i pewnie nie będę osamotniona w mojej sympatii do Jace'a, który z pewnością może pretendować o tytuł najbardziej barwnego i popularnego bohatera tej serii. Język, którym posługuje się autorka zasługuje na uznanie, chociażby przez wzgląd na humorystyczne dialogi i docinki Jace'a, będące kwintesencją jego osobowości. Pokusiłam się nawet o wynotowanie kilku fragmentów, które szczególnie podbiły moje serce:
"Potulni może kiedyś odziedziczą Ziemię, ale w tej chwili należy ona do zarozumiałych, takich jak ja."
„Sarkazm to ostatnia deska ratunku, dla osób o upośledzonej wyobraźni.”
„Ludzie nie rodzą się dobrzy albo źli. Rodzą się z pewnymi skłonnościami, ale liczy się sposób, w jaki żyją. I to, jakich ludzi poznają.”
" Cześć jest dziewczyńskie. Prawdziwi mężczyźni są oszczędni w słowach. Lakoniczni...To dlatego, kiedy na filmach największe łotry się pozdrawiają, nic nie mówią, tylko kiwają głowami. Skinięcie oznacza -jestem sukinsynem i widzę, że ty też jesteś sukinsynem-, ale nic nie mówią, bo są jak Wolverine i Magneto, i wyjaśnienia zakłóciłyby ich wibracje".
Pora na małe, zgrabne i przyzwoite podsumowanie. Jeśli szukacie książki na upalny weekend, która pozwoli wam odetchnąć w przerwie między klasyfikacją ocen, pracą, czy pisaniem licencjatu, "Miasto Kości" będzie strzałem w dziesiątkę. Absorbująca i lekka. Te dwa słowa pasują tutaj idealnie. Oczywiście wszyscy potteromaniacy, fani Eragona, Zmierzchu i szeroko pojętej fantastyki, winni wziąć na celownik tę pozycję.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz