tytuł: Alchemia Zbrodni
wydanie: Bellona, 2013
liczba stron: 518
autorka:Carol McCleary
Wyobraźcie sobie jedną z tych wielkich, europejskich metropolii. A konkretniej, wyobraźcie sobie Paryż. Mekkę mody i dobrego stylu, stolicę bagietek i romantycznej miłości, gdzie aż roi się od atrakcji serwowanych turystom na Polach Elizejskich, a witryny sklepowe ekskluzywnych marek, wystawiają portfele śmiałków na nie lada wyzwanie. Jeśli macie przed oczami podobny obraz tego miasta, przygotujcie się na niemały wstrząs, bowiem zostajemy tu gdzie jesteśmy, ale cofamy się kilka lat wstecz, a konkretniej wracamy do schyłku XIX wieku. Rok 1889, to dla Paryża niezbyt przychylny okres. Odznacza się on potęgującą się biurokracją, coraz to bardziej burzliwymi nastrojami społecznymi, związanymi z silnie zorganizowanymi grupami anarchistycznymi, które spiskują przeciw władzy, ale także odpowiadają za liczne ataki terrorystyczne. Jakby tego było mało, w mieście szaleje epidemia czarnej febry, która zbiera śmiertelnie żniwo wśród najuboższych warstw społecznych. Ale niech was to nie zraża przed zwiedzeniem tego cudacznego miasta w tym okresie. Dzieje się tu bowiem też wiele innych rzeczy, które z powodzeniem można podciągnąć pod atrakcje turystyczne. Rok 1889, to także rok otwarcia kabaretu Moulin Rouge oraz światowej wystawy, prezentującej osiągnięcia nauki i techniki. Zatem jeśli macie w sobie na tyle odwagi, by stawić czoła wirusom czarnej febry oraz wybuchającym znienacka bombom, zapraszam do lektury „Alchemii zbrodni”.
Zanim skupię się na fabule powieści, chciałabym podkreślić jej niesamowitą konwencję. Już z samej okładki książki biją wymowne słowa: „powieść historyczno-kryminalna” - i tak jest w istocie. Jednak co najbardziej mnie zaskoczyło, to fakt, ze wszyscy bohaterowie „Alchemii zbrodni”, którzy wychodzą czytelnikowi naprzeciw istnieli naprawdę! Główna bohaterka, niejaka Elizabet Jane Cochran, ukrywająca się pod pseudonimem Nellie Bly, to zadzierająca nosa i nieustraszona dziennikarka śledcza „New York World’a”, jedna z pierwszych kobiet na świecie, trudniąca się tą profesją. Oprócz tego przyjdzie się wam jeszcze spotkać z pionierem gatunku science-fiction Juliuszem Verne, z kontrowersyjnym Oscarem Wild’em oraz z wynalazcą procesu pasteryzacji i szczepionki na wściekliznę, Ludwikiem Pasteurem. A wszystkie te zaszczytne persony będą przeżywać przygody z dziewiętnastowiecznym Paryżem w tle - fani historii, ta powieść została napisana z myślą o was.
Ale dosyć już o samej historii. Nie zapominajmy, że „Alchemia zbrodni”, to nie tylko powieść historyczna, ale także i kryminalna. Wspomniana wcześniej główna bohaterka, niejaka Nellie Bly, jako świeżo upieczona dziennikarka pragnie udowodnić swojemu przełożonemu, że jako kobieta może stworzyć ciekawe publikacje, w niczym nie odstępujące tym, które wyszły spod pióra mężczyzn. Warto przy tym zaznaczyć, że schyłek XIX wieku, to także zalążki pierwszych ruchów feministycznych, których idee powrócą z dwojoną mocą w wieku XX. W każdym bądź razie, Nellie porywa się na rzecz niesłychaną. Spędza 10 dni w zakładzie dla obłąkanych, na owianej złej sławą Blackwell Island. Reportaż, jaki sporządzi po tym niecodziennym doświadczeniu, ma jej skutecznie utorować drogę do dziennikarskiej kariery, jednakże to nie wszystko. Okazuje się, że na Blackwell Island dochodzi do szeregu tajemniczych incydentów. W nieznanych okolicznościach giną przetrzymywane tam pacjentki, a personel ma zakneblowane usta. Nellie udaje się ustalić kto odpowiada za enigmatyczne porwania, dodatkowo odkrywa także falę morderstw, kryjącą się za tymi uprowadzeniami. Odtąd główna bohaterka zaczyna ścigać kryminalistę po całej Europie, gdzie ostatnim przystankiem w drodze do pochwycenia mordercy, jest właśnie Paryż.
Narracja powieści jest prowadzona z punktu widzenia 3 osoby. Jednakże nie we wszystkich rozdziałach jest mowa o poczynaniach Nellie. Czasem śledzimy losy asystenta Ludwika Pasteura, a także w nielicznych przypadkach możemy poznać ruchy wykonywane przez samego mordercę. Książka jest tak skonstruowana, że - czy się tego chce, czy nie - czyta się ją w zawrotnym tempie. Dość spora czcionka, która nie wystawia wzroku czytelnika na katusze oraz krótkie rozdziały, po których zwykle odczuwałam niedosyt czym prędzej zabierając się za kolejne, to połączenie wprost zabójcze, gdy roztacza się przed wami perspektywa wieczoru z książką - grozi zarwaniem nocy. Dodatkowym atutem przynajmniej w mojej opinii, jest fakt, że autorka tej powieści jest rozmiłowana w literaturze i daje to po sobie poznać niemalże na każdym kroku. W tekście co rusz pojawiają się anegdotki i dygresje dotyczące takich klasyków jak: Wiktor Hugo, Edgar Allan Poe, Friedrich Schiller, czy Mary Shelley. Na uznanie zasługuje również wydanie książki. Występują w niej liczne przypisy, wprowadzające czytelnika w klimat ówczesnych czasów i pozwalające mu na drobiazgowe zrozumienie fabuły. Ponadto powieść jest upstrzona obrazkami i fotografiami. Możemy zobaczyć zatłoczone uliczki Paryża, czy chociażby fotografię samej głównej bohaterki.
Podsumowując, jestem oczarowana tą książką. „Alchemia zbrodni” to nie tylko świetnie skonstruowana i wciągająca lektura, ale też wartościowa pozycja i źródło wiedzy na temat historii, której nie uczą w szkołach (co automatycznie czyni ją o niebo ciekawszą). Bez wahania polecam ją wszystkim fanom powieści z historią w tle, ale myślę, że z powodzeniem trafi także do sympatyków kryminałów, a przede wszystkim do miłośników dobrej, nieco ambitniejszej literatury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz