środa
Przędza
tytuł: Przędza
wydanie: Wydawnictwo Literackie, 2013
liczba stron: 386
autorka: Gennifer Albin
Co byście zrobili, gdybym wam powiedziała, że świat jest przędzą? A ściślej rzecz ujmując, splotem miliardów kolorowych nici, które połączone w spójną całość tworzą i kształtują rzeczywistość. Taki właśnie jest Arras, miejsce będące skomplikowanym wzorem krawieckim, gdzie każdy człowiek jest odwzorowywany w postaci cienkiego włókna. Brzmi co najmniej jak sen wariata? Nawet jeśli, to musicie przyznać, że jest to bardzo ujmujący sen, bo gwarantuję wam, że w dziwactwach i nietuzinkowości „Przędzy” czytelnik po prostu się rozsmakowuje.
Arras to kraina ukrytego zniewolenia. Mimo tego, że na pierwszy rzut oka wszystko wygląda drażniąco przeciętnie - dorośli pracują, a dzieci chodzą do szkół, to pod tą poszewką normalności kryje się prawdziwa intryga. Wszystkiemu winna jest Gildia, która dla dobra swoich mieszkańców, skrupulatnie planuje i kontroluje nawet najmniejszy aspekt ich życia. Raz do roku Gildia przeprowadza specjalne egzaminy na terenie całego Arrasu, które służą wyodrębnieniu się ze społeczeństwa elitarnej grupy Kądzielniczek. Kim są Kądzielniczki? To kobiety obdarzone unikatowym talentem, który przejawia się w umiejętności tkania czasoprzestrzeni i radzenia sobie z przędzą. Na ich barkach spoczywa kształtowanie i utrzymywanie w harmonii całego Arrasu, ale oprócz tego mogą korzystać z szeregu przywilejów, nieosiągalnych dla zwykłych obywateli. Nic więc dziwnego, że ilekroć zbliża się termin egzaminu, młode dziewczęta dostają wypieków z przejęcia, licząc po cichu na to, że zasilą poczet powszechnie szanowanych Kądzielniczek. W tym momencie, na scenę wkracza główna bohaterka „Przędzy”- Adelice Lewys. Pyskata, sarkastyczna i nieskora do współpracy, jako jedna z nielicznych posiada dar, który znacznie odbiega od zwykłej umiejętności tkania na krośnie. Adelice potrafi dostrzec sploty i modyfikować je w dowolny sposób, co czyni ją jedną z najpotężniejszych Kądzielniczek, jakie kiedykolwiek stąpały po ziemi Arrasu. Nawet jeśli brzmi to cudownie, Adelice szybko przekonuje się, że jej niezwykły talent jest raczej przekleństwem, aniżeli powodem do dumy. Gdy Gildia zaciska swoje łapska na unikatowych zdolnościach dziewczyny, chcąc z niej uczynić sterowaną maskotkę, Adelice stopniowo zaczyna dostrzegać, że jej świat od dziecka był zbudowany na fundamencie kłamstwa i hipokryzji. Z czasem okazuje się także, że nie tylko ona nie akceptuje praw rządzących Arrasem. Tuż pod nosem Gildii zaczyna tworzyć się konspiracyjny ruch oporu.
Co mogę powiedzieć o tej książce? Na początku, byłam nią naprawdę zachwycona. Wrażenie, jakie wywarł na mnie pomysł stworzenia tak nieszablonowego świata, przygasł jednak z czasem, za sprawą drobnych niuansów. Zacznę od tego, że Stephenie Meyer swoją sagą „Zmierzch” rzuciła na książki młodzieżowe jakiś złośliwy urok, w myśl którego w każdej powieści dla nastolatek musi znaleźć się dwóch chłopaków, pretendujących o uznanie głównej bohaterki. W porządku, jest to jakiś pomysł na fabułę, niemniej po przeczytaniu sterty książek, bazujących na tym utartym schemacie, staje się on w efekcie ciężkostrawny. Zwłaszcza, jeśli od początku powieści wiadomo, kogo bohaterka finalnie wybierze. W przypadku „Przędzy” rolę dwóch rywali przejmują Jost i Erik. Obaj służą w zakonie oraz starają się za wszelką cenę zbliżyć do świeżo upieczonej Kądzielniczki, którą jest rzecz jasna Adelice. Oprócz Josta i Erika, w „Przędzy” poznajemy jeszcze masę innych bohaterów, z których każdy ma w sobie dozę pewnych charakterystycznych cech. Rozłam na dobre i złe postaci jest jednak bardzo elastyczny, autorka lubi zaskakiwać czytelnika, a widać to zwłaszcza w zakończeniu powieści, które wprost zwala z nóg. Okazuje się, że na jaw wychodzą pewne okoliczności, wobec których fabuła zyskuje zupełnie nową wartość.
Gennifer Albin sięgnęła po znany w literaturze motyw antyutopii, doprawiając go szczyptą fantastyki i młodzieżowego romansu. To wszystko sprawia, że „Przędza” jest lekką i przyjemną lektura, w którą obowiązkowo powinny zaopatrzyć się wszystkie miłośniczki literatury fantasy. Umyślnie użyłam słowa „miłośniczki”, bo co do tego, że „Przędza” jest książką skierowaną wyłącznie do dziewczyn, nie mam najmniejszych wątpliwości. Nie sądzę, żeby jakikolwiek mężczyzna przebrnął przez powieść, obfitującą w tak barwne opisy sukni balowych i tajników makijażu. Podsumowując, lektura „Przędzy” przysporzyła mi wiele frajdy i zostawiła po sobie nieznośnie uczucie oczekiwania na ciąg dalszy losów bohaterów. A to uczucie jest pewnego rodzaju gwarantem, że książka, która je w nas zostawia, jest jedną z tych godnych polecenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz