wydanie: Sonia Draga, 2013
liczba stron: 488
autorka: Jennifer Weiner
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest wieść życie na przysłowiowym świeczniku? Kiedy każdy dodatkowy kilogram, składujący się pod nienagannie skrojonym kostiumem, napędza rozochoconą opinię publiczną? Główna bohaterka książki Jennifer Weiner pt. „Z dala od domu”, Sylvie, doskonale zna odpowiedź na to pytanie. Jako żona wpływowego senatora Richarda Woodruffa, który w dodatku cieszy się niesłabnącą popularnością wśród wyborców, Sylvie musi liczyć się z każdym aspektem swojego życia. W grę wchodzi nie tylko smukła sylwetka, ale też słowa, które wypowiada publiczne oraz stopień zaangażowania w różne polityczne kampanie. Wstrzymajcie jednak oddech, bo to zaledwie przedsmak tego, co oferuje wam lektura „Z dala od domu”.
Fabuła powieści skupia się także na dwóch dorosłych córkach państwa Woodruff - starszej, apodyktycznej Dianie oraz młodszej, borykającej się z uzależnieniem od narkotyków Lizzie. Świat tych trzech kobiet powiązanych ze sobą więzami krwi, a mimo to diametralnie się od siebie różniących, legł w gruzach, gdy jedna z najpopularniejszych stacji telewizyjnych w kraju, wyemitowała materiał o romansie senatora Richarda Woodruffa. Zrozpaczona i upokorzona Sylvie ucieka z dala od męża i tętniącej życiem metropolii. Niedługo po tym dołączają do niej córki, które własnych problemów mają na pęczki i podobnie jak matka, nie potrafią się z nimi skutecznie rozprawić. Wszystkie trzy zaszywają się w małym domku letniskowym, do którego zwykły przyjeżdżać na długo przed tym, nim Richard zaczął piastować funkcję senatora. Będąc z dala od domu i z dala od problemów, wspólnie odnajdują łączącą ich niegdyś więź, by móc na nowo zaplanować swoje życie.
Z twórczością autorki miałam okazję spotkać się już wcześniej, przy okazji opublikowania na polskim rynku wydawniczym jej debiutanckiej powieści „Kochając większą kobietę”. Obcowanie z tym tytułem wspominam jako bardzo udane i naszpikowane humorem, tym chętniej zatem sięgnęłam po jej kolejną powieść. I choć „Z dala od domu” różni się pod wieloma względami od debiutu literackiego Jennifer Weiner, to jeden aspekt, niczym znak rozpoznawczy autorki i spoiwo łączące wszystkie jej powieści, pozostał taki sam: niesamowite ciepło, bijące z każdej strony i napełnianie swoich bohaterów nadzieją, ilekroć świat usuwa im się spod nóg. Doprawdy, Jennifer Weiner, to prawdziwa ekspertka w dawaniu drugich szans i uświadamianiu, że nigdy nie jest za późno, by podjąć przerwane działanie. Zatem jeśli chcecie zaoszczędzić na dobrym terapeucie, zainwestujcie w „Z dala od domu”. Zastrzyk pozytywnego myślenia i chęci do działania murowany!
Cała historia jest przedstawiona z punktu widzenia trzech, wspomnianych wcześniej bohaterek: Sylvie, Diany i Lizzie. Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu rozdziały poświęcone Dianie. Miały w sobie najwięcej werwy i nagłych zwrotów akcji, a świetnie zarysowany, silny charakter bohaterki, tylko dopełniał całość. Autorka musiała włożyć dużo pracy w stworzenie tak rzeczywistych bohaterów, u których pakiet zalet i wad świetnie się równoważy. Generalnie „Z dala od domu”, to powieść ukierunkowana na kreowanie bogatych wewnętrznie postaci. Niesie to jednak ze sobą jeden, poważny mankament, a mianowicie - fabuła powieści nie tyle schodzi na dalszy plan, co brnie do przodu w iście żółwim tempie. Bywały momenty, kiedy już chwytałam się myśli, że lada chwila poznam dalszy ciąg wydarzeń, gdy autorka serwowała kolejną 20-stronicową relacje z dzieciństwa jednej z bohaterek. I o ile zdaję sobie sprawę z tego, że taki zabieg ma na celu ukazanie wykreowanych przez autorkę bohaterów w jak najbardziej drobiazgowy i wnikliwy sposób, to jakoś ciężko było mi te rozgadane „wtrącenia” strawić. W obronie autorki przemawia jednak jej umiejętność do efektywnego lawirowania pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością, splatającą wydarzenia w spójną całość. To niesamowite, jak Weiner potrafi zgrabnie przejść między wydarzeniami, które dzieli różnica kilkunastu lat, nie burząc przy tym konwencji całej powieści i nie wprawiając czytelnika w dezorientację.
Jeśli szukacie książki, która porusza mnóstwo trudnych tematów, a przy tym posiada świetnie skrojonych bohaterów, to trafiliście w dziesiątkę. „Z dala od domu”, to jedna z lepszych powieści obyczajowych, o charakterze niemalże uniwersalnym. Myślę, że w równym stopniu przypadnie ona do gustu zarówno starszym, jak i młodszym odbiorcom, oraz pozostawi po sobie wiele ciepła i radości w sercach czytelników.
Za książkę serdecznie dziękuję wortalowi Nowa Czytelnia, na którym ukazała się powyższa recenzja
NowaCzytelnia.pl
NowaCzytelnia.pl
Oraz wydawnictwu Sonia Draga
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz