tytuł: Księga o niewidzialnym
wydanie: Znak, 2012
liczba stron: 368
autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Jeżeli Francja ma się czym chlubić w kwestii współczesnej literatury, to z pewnością są to opowiadania, powieści, dramaty i sztuki teatralne Érica-Emmanuela Schmitta. Polscy czytelnicy wprost pokochali warsztat literacki tego autora, a sam Schmitt zwykł wyrażać się o swoich fanach z Europy wschodniej bardzo pochlebnie: „Sądzę, że polscy czytelnicy są jednocześnie intelektualni i uczuciowi- jak ja. W końcu w polskiej duszy jest sporo romantyzmu. To w tym punkcie się spotykamy”. „Księga o niewidzialnym” stanowi zbiór czterech, najbardziej popularnych opowiadań Érica-Emmanuela Schmitta, wydanych jak dotąd w Polsce („Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”, „Oskar i pani Róża”, „Dziecko Noego”, „Zapasy z życiem”. Dodatkowo w zbiorze znalazło się miejsce na jedno, dotychczas niepublikowane opowiadanie pt. „Milarepa”.
O samej „Milarepie” można by rozwodzić się bez końca. Utrzymana w buddyjskim klimacie wprowadza czytelnika w stan cichej kontemplacji, gdzie na polu boju dochodzi do konfrontacji między materializmem i bezinteresownością. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, z uwagi na lapidarność „Milarepy”, ale jeśli kiedykolwiek towarzyszyły wam mieszane uczucia w stosunku do rozbuchanego konsumpcjonizmu, to śmiem twierdzić, że to krótkie opowiadanie spełni swoją rolę i nie będziecie w żadnym stopniu zawiedzeni. O „Oskarze i pani Róży” słyszał już chyba każdy, to króciutkie opowiadanie z powodzeniem obiegło cały świat, doczekując się filmowej adaptacji i licznych spektaklów teatralnych, powstałych na bazie tej historii. Pamiętam, że po raz pierwszy spotkałam się z tą lekturą, licząc sobie zaledwie 14 lat, pamiętam również to, jak wielkie wywarła na mnie wówczas wrażenie. Tym chętniej wróciłam do niej po tych ładnych kilku latach. Nie ma chyba nic bardziej emocjonującego w książkach, niż odkrywać je na nowo, zwłaszcza jeśli pozostawiają w umyśle refleksje z gatunku tych, które przyczepiają się do człowieka na dłużej niż jeden dzień. Kolejne opowiadanie - „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”, odpowiada na bardzo ważne pytanie: Jak wiele jest w stanie znieść człowiek, by udowodnić wszystkim naokoło, że zasługuje na miłość? I to nie jedną z tych instant miłostek, po które ludzie sięgają niczym po chusteczki jednorazowego użytku. Mały Momo szuka miłości bezwarunkowej, której nie potrafili mu dać w prezencie rodzice. Następne opowiadanie w kolejce- „Dziecko Noego”, nawiasem moje ulubione, ukazuje czytelnikowi realia II wojny światowej z perspektywy młodego Josepha, który nie mógł chyba trafić gorzej. Nie dość, że przyszło mu żyć w tak burzliwym okresie, to na niedobór złego wywodzi się z żydowskiej rodziny, która pod wpływem impulsu ukrywa małego chłopca za murami klasztoru, w którym funkcjonuje chrześcijańska szkoła. Co ma miejsce później, zostawiam wam do wzglądu, to tylko 122-stronicowe opowiadanie, ale zostawia w sercu człowieka głębszy ślad niż tony rozgadanej literatury. Ostatnie miejsce w zbiorze zajmują „Zapasy z życiem”. Tytuł ma znaczenie zarówno metaforyczne, jak i dosłowne, bowiem główny bohater, młody chłopak imieniem Jun, mimo swojej wątłej budowy porywa się na spotkanie ze światem sumo. Gdzieś po drodze okazuje się jednak, że siła fizyczna, manifestująca się w postaci zbitych w całość gór mięśni niekoniecznie stanowi źródło prawdziwej mocy człowieka.
Generalnie Schmitt uwielbia obierać młode osoby za głównych bohaterów swoich opowiadań. Według mnie wynika to z bardzo prostego założenia, dziecięca psychika jest o lata świetlne logiczniejsza i bardziej przystępna, niż psychika dojrzałego wdowca erudyty, który przeżywa kolejne miłosne wzloty i upadki. Mały Momo, Oskar, Jun czy Joseph nie potrzebują domysłów, pozorów i urojeń, by mogli swobodnie egzystować. Łączy także ich jedno: wszyscy myślą, że na każde pytanie zawsze znajdzie się jedna, niepodważalna, słuszna odpowiedź, a Schmitt pokazuje nam, że w istocie, bywa tak aż nad wyraz często, lecz dorośli, częstokroć na własne życzenie po prostu nie chcą dostrzegać tej słusznej opcji. Ponadto w opowiadaniach często pojawiają się „mentorzy”, jak zwykłam ich nazywać, którzy nie są aż tak perfidni, że wskazują bohaterom wyjście z opłakanej sytuacji jednym ruchem ręki, ale nakłaniają ich do ciężkiej pracy i odkrywania samego siebie.
Opowiadania Schmitta, to taki swoisty poradnik, skarbnica złotych myśli wypełniona po brzegi nadzieją. Lecz bądźcie spokojni, to nie kolejny Paulo Coelho. Schmitt nie uprawia bowiem grafomanii, nikogo nie poczucia i nie dyryguje. Zamiast tego przynosi czytelnikowi zastrzyk nadziei, w nieco niekonwencjonalnej postaci- zapisanych stron. Ponadto „Księga o niewidzialnym” jest dowodem na to, że klucz do dobrej literatury nie tkwi w jej objętości i zasypywaniu czytelnika wyrażeniami z górnej półki, ale w prostocie. Bo droga do cudzych serc jest prosta, tylko czasem ciężko ją odnaleźć wśród tysięcy wybojów.
Za książkę serdecznie dziękuję wortalowi Nowa Czytelnia, na którym ukazała się powyższa recenzja
NowaCzytelnia.pl
NowaCzytelnia.pl
oraz wydawnictwu znak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz